Stalker PBF

Bagna - Drogi

Raskol - 2012-12-17, 10:04
Temat postu: Drogi
Drogi to tak na prawdę nazwa umowna. Są to bardziej udeptane ścieżki, których stalkerzy używają dość często. Sporym udogodnieniem są kładki pomiędzy wyspami. Nie trzeba przynajmniej babrać się w błocie.
Voolzty - 2012-12-17, 15:00

Z Fortem w lewej i PDA w prawej dłoni zmierzał do zaznaczonego punktu. Nasłuchując nieustannie, rozglądając się za to tylko sporadycznie. Nie chciał dać się zaskoczyć mutantom, jak niedawno dzikom, bo bark wciąż doskwierał.
Raskol - 2012-12-17, 21:07

Voolzty przemierzał bagna w poszukiwaniu zwierzyny w dość spokojnej atmosferze. Z danych jakie miał w PDA wywnioskował, że powinien już być na miejscu. Jakby na zawołanie teorię tą potwierdziło szczekanie gdzieś niedaleko. Zbliżając się ostrożnie Stalker musiał wykąpać się trochę w cuchnącej brei. Zauważył on kilka psów grzebiących w ziemi. Nagły podmuch wiatru skierował zapach Borcza w stronę psów. Te z kolei zaczęły groźnie warczeć zbliżając się powoli w kierunku stalkera.
Voolzty - 2012-12-17, 21:42

PDA w momencie wylądowało w kieszeni. Złapał pistolet oburącz, ustawiając się nieco bokiem, w pozycji strzeleckiej. Ostatnie spojrzenie, by ocenić liczbę mutantów, dokładniej niźli kilka, zaraz po tym zaczął się cofać, powoli, przypominając sobie budowę terenu, idąc powoli pewnie był w stanie odtworzyć stawiane kroki. Chciał cofnąć się do brei, psy gryzły chyba gorzej kiedy płynęły. Muszka i szczerbinka od początku wymierzone były w najbliższego mutanta, gotowe do oddania dwóch kul i przeskoczenia na następnego, i tak dalej i dalej, jeśli zerwą się do biegu, lub nawet zaczną podchodzić szybciej niż się cofał.
W brei planował zanurzyć się nie głębiej niż 10 cm powyżej pasa.

Raskol - 2012-12-18, 14:54

Na oko psów było cztery lecz Stalker nie miał całego obrazu terenu. Za dużo było trzciny toteż trzeba było uważać na atak z zaskoczenia. Psy powoli podchodziły jakby czekając na jakiś sygnał. Gdy Voolzty uznał, że są już zbyt blisko wypalił kilka razy w najbliższego z mutantów. Zwierzę padło niemal natychmiast skomląc w agonii. Reszta stada czekał właśnie na przejaw agresji ze strony przybysza. Rzuciła się w szaleńczym biegu szczekając i tocząc pianę z pysków.
Voolzty - 2012-12-18, 16:49

Na ten moment wychodziło, że trzy pociski na każdego z mutantów wystarczą akurat przed zmianą magazynka, choć dla bezpieczeństwa, już po dwóch szukał oznak unieszkodliwienia. Na razie jednak nie pozostawało mu nic innego niż kolejne, mierzone strzały. Dostateczną liczbą naboi. Jeśli psy, będą już nie dalej niż dziesięć metrów od niego, bądź skończy się amunicja, a bestie będą wciąż żyły, przykuca, i odchodzi po cicho w lewo, może da mu to chwilę. Przeładowując przy okazji, z magazynka przy pasku, no i wsuwając aktualny w jego miejsce.
Raskol - 2012-12-19, 22:00

Kolejne strzały okazały się miej celne. Ruchomy cel jednak trudniej trafić. Jednak zanim magazynek się skończył Voolzty zdołał ustrzelić jeszcze dwa psy. Kiedy przykucnął by przeładować ostatni pies już trochę mniej pewny siebie zaczął okrążać Stalkera i szczekać nie wiadomo na co. Borcz nie zastanawiał się nad tym długo i już miał wycelować i oddać strzał, gdy usłyszał szelest trzciny za swoimi plecami.
Voolzty - 2012-12-20, 08:02

Fort pozostał w lewej dłoni, prawa zaś zgięta w połowie miała posłużyć za ewentualny gryzak, wtedy dość łatwo przestrzeli łeb bestii. Z takim ustawieniem dłoni wykonał jak najszybszy zwrot o 180 stopni, spodziewając się góra dwóch psów. Jeśli nic się jeszcze nie pojawi, tak by było widoczne, sam odda dwa strzały w miejsce gdzie pojawi się kolejny szelest.
Raskol - 2012-12-20, 09:10

Stalker nie mylił się co do liczby bestii. Kilka razy mignęły mu przed oczami kształty psa zniekształcone przez wysoką trawę. Oddawał pojedyncze strzały kiedy tylko był pewien, że widzi mutanta. Tym sposobem zabił kolejnego przeciwnika. Kolejny podkradł się do Borcza, gdy ten był zajęty celowaniem. Stalker zorientował się w ostatniej chwili i obrócił się w stronę zębatej paszczy. Piej ugryzł, owszem, ale nie za mocno. Stalker zdążył odstrzelić mu głowę zanim ten porządnie się wgryzł. Został jeszcze jeden mutant, ale ten jak wcześniej tylko krążył i szczekał. Był trochę większy i starszy od innych. Borcz uznał, że to może być samiec alfa.
Voolzty - 2012-12-20, 16:26

Wyciągnął cicho i obejrzał magazynek, jeśli pocisków pozostało niewiele, przeładował. Nieustannie nasłuchiwał, gotów w każdej chwili do wciśnięcia magazynka, odbezpieczenia, no i obrony koniecznej. Większy, ale i jego powinien zmóc jeden pocisk w czaszkę, a tak potężny, by odgryźć ramie jednym człapnięciem szczeny przecież nie mógł być.
Po ponownym umieszczeniu magazynka w pistolecie, sam wstał, wyprostował się, i zaczął wypatrywać i nasłuchiwać przeciwnika. By oddawać do niego mierzone strzały, tylko przy dużej szansie trafienia. Bądź ładować w niego ile się da jeśli zaszarżuje, zostawiając jedynie dwa pociski na moment kiedy ugryzie, by zastrzelić go jak poprzedniego. Jeżśli zacznie uciekać gonić go nie zamierzał.

Raskol - 2012-12-20, 17:43

Stary pies powoli zbliżał się do Voolztiego. Gdy zaczął celować w jego głowę mutant natychmiast to wyczuł i zaczął biec na stalkera. Pierwsze strzały ominęły bestię. Widać było już, że przeżyła spotkanie z kilkoma stalkerami i wyciągnęła wnioski. Kiedy Borcz był w połowie magazynka mutant rzucił mu się do gardła i przewrócił na ziemię tak że Stalker niemal upuścił pistolet. Ramię szybko powędrowało do pyska, a pistolet do skroni zwierzęcia. Tym razem ugryzienie było silniejsze, bo dłuższe. Trzy strzały w głowę zakończyły proces miażdżenia ręki.
Voolzty - 2012-12-20, 18:08

"Znowu to ramie." Złośliwość losu, jak tak dalej pójdzie niewiele mu z tego prawego ramienia zostanie. Ciekawe, czy ta maść no to też coś pomoże. Zrzucił z siebie cielsko, to chyba zataszczy w całości, może poleci kilka dodatkowych rubli. Uzupełnił amunicję w obu magazynkach, podliczając straty, po czym nie umniejszając uwagi, na wypadek zbłąkanego psa, rozpoczął pozbawianie trucheł ogonów. Po zakończonym obrządku, zarzucił alfę na zdrowe ramię i ruszył z powrotem.
Raskol - 2012-12-20, 19:52

Saldo:
- 9x18mm (26)
+ Dogs tail (6)

Mamut - 2013-03-06, 18:08

Stalker w raz z jego nowymi "kolegami" wyruszyli z gospodarstwa na drogi. Vladimir nieufnie spoglądał na dwójkę towarzyszy.

- No... co teraz?

Przerzucił AK z pleców do rąk i spokojnie zaczął rozglądać się wokół siebie, próbując dostrzec ruch wśród gęstwin i błocie bagniska. Widząc bezpiecznie i suche tereny Kordonu zaczął żałować lekko że uciekł na te pustkowie.
Jak najszybciej jednak wyrzucił te myśl z głowy. Nie mógł się cofać. Liczy się tu i teraz.

Raskol - 2013-03-06, 22:45

Adrik spojrzał na Mamuta i przytknął palec wskazujący do ust. Chwile potem Grigori pokazał ręką by reszta przykucnęła i zaczął nasłuchiwać. Nie można powiedzieć, że było cicho lecz wprawiony stalker potrafił odróżnić odgłosy ludzi, mutantów czy anomalii. Po dwóch minutach marsz został wznowiony, gdyż stalker nic nie usłyszał. Po kilkuset metrach przywołał Mamuta i Adrika i bardzo cicho powiedział:
Widać nie mamy farta. Pójdziemy do ich obozu. Może to i lepiej. Przynajmniej ich zaskoczymy.

Pisz w obozie

Mamut - 2013-04-18, 11:10

Stalker wyszedł z obozu Czystego Nieba i odpalił swoje PDA.

- Oby starzec nie żałował... nie mam czasu na siedzenie w tym miejscu.

W drugą rękę Vladimir chwycił swojego Makarova i ruszył w stronę zaznaczonego punktu w nadziei że droga będzie spokojna.

Kieł - 2014-03-09, 14:25

Grupa stalkerów z Czystego Nieba wraz z Chaosem na końcu ruszyła przez drogi. Wyglądało na to, że panowie w niebieskim mimo swoich charakterów byli dosyć zdyscyplinowani, bo jak szli, to przemieszczali się w formacji zwanej "klin". Odezwał się przywódca.
- Od teraz wszystko co mówimy jest rejestrowane. Więc bez rozmawiania o głupotah i bez żartów. Jest to po to, by mogli nas jeszcze znaleźć, ale mamy pokazać się jak najlepiej.
I po chwili nadeszła odpowiedź stalkera ze Spasem
- Czyli tak jak zawsze.
A na te zdanie zareagował operator Wintoreza spojrzeniem w stylu "ty sobie żarty robisz?"
Po tym grupa ucichła. Szli po piachu, kładkach aż dotarli do miejsca w którym grzęźli lekko w błocie. W ten zza krzaków przed nimi dotarł do nich nerwowy szelest liści. Na wezwanie ruchu głową przez kapitana, do przodu ruszył Czystoniebowiec ze Spasem.
- Chodź ze mną, będziesz mnie asekurował. - Powiedział do Dymitra, czekając chwilę w bliskiej odległości do podejrzanego obiektu.

Chaos - 2014-03-09, 14:32

Stalker szybko podniósł strzelbę do góry gdy tylko usłyszał nieregularny dźwięk, gdy człek ze spasem się do niego odezwał ten tylko palcem wskazującym lewej ręki dotknął swoich ust, każąc tym samym zachować ciszę. Ruszył powoli, luźnym krokiem w stronę krzaków, strzelbę miał odbezpieczoną i naładowaną zabójczą serią pocisków śrutowych. Cokolwiek wyskoczy zginie - myślał stalker i ruszał wolno, tak aby to towarzysz ze spasem szedł z przodu, nieco z powodu rozkazu a nieco dlatego, że nie śpieszno mu było do spotkania pierwszego stopnia z nieznanym zagrożeniem.
Kieł - 2014-03-09, 21:13

Stalker ze Spasem zbliżył się do krzaka, ten z Wintorezem ukucnął, a dowódca stał wyprostowany celując w podejrzane miejsce. Chaos był pomiędzy prowadzącym, a osłaniającymi bliżej do tego pierwszego. Sytuacja wydawała się bardzo podejrzana. Po błocie chodziło się nie wygodnie, a potencjalne zagrożenie nie chciało się ujawnić. Dla niektórych mogło by być ono lepsze niż niepewność. Czystoniebowiec ze Spasem odsunął lufą strzelby gałęzie, zrobił mały krok do przodu i rzucił się w tył.
- O kurwa! - Wydarł się okropnie strasznie przeciągając to słowo.

Chaos - 2014-03-09, 21:35

Zacisnął swój chwyt, był mocno podenerwowany, po czole spływały mu małe stróżki potu. Co takiego mogło wystraszyć kolesia ze spasem? Chociaż nie musiało być to nic specjalnego, w końcu ci myśliwy nie wyglądali na najodważniejszych. I przyłożył celownik TOZa do oka, wycelował w krzaki które przed chwilą sprawdzał stalker. Patrzył uważnie na nie, wiedział, że pijawek na bagnie jest sporo, a także umiał zauważyć je gdy się maskowały. Czekał aż coś wyskoczy lub pokażą się załamania terenu i wtedy wystrzeli obydwa pociski śrutu, nie ma co oszczędzać kiedy walczy się z nieznanym zagrożeniem.
Kieł - 2014-03-10, 19:52

Dymitry wystrzelił, ale pociski po prostu przeleciały przez krzak. Operator Spasa leżał na ziemi i wyglądało na to, że walczył z czymś, co miał na twarzy. Wiercił się i krzyczał niemiłosiernie, okropnie się męcząc. Dwóch innych Czystoniebowców podbiegło do niego by zobaczyć, co się stało i jak to zobaczyli obok zdziwienia na ich twarzach pojawiło się przerażenie. Bystre oko Chaosa zdołało już z oddali zobaczyć, co wgryzło się w twarz nieszczęśnika leżącego na ziemi. Był to nienaturalnie olbrzymi pasikonik koloru brązowego, który swoimi kleszczami trzymał górę nosa stalkera ze spasem.
Chaos - 2014-03-11, 01:14

A więc jednak zdawało mi się? Skwitował stalker swoje wystrzelone na marne pociski, wydawało mu się, że widział tam załamania terenu, ale widać wiatr i krzaki potrafią płatać figle. Ale nie to było teraz ważne tylko ten... pasikonik? Czymkolwiek, to gówno było przykleiło się do twarzy kolesia ze spasem, wdrapywało się wręcz do wewnątrz i zdawało się, że nie ma zamiaru puścić. Dymitry otworzył strzelbę, łuski po dwóch wystrzelonych wcześniej nabojach wyrzucił na ziemię i zaraz potem załadował dwa naboje, pierwszy kulowy i drugi śrutowy. Szedł w stronę atakowanego kolegi gdy rzekł. - Zabieraj ręce przyjacielu, o ile chcesz je jeszcze mieć. - Powiedział bardzo głośno, na wszelki wypadek aby ten go usłyszał. Ukucnął niedaleko, niezbyt blisko aby nie zachęcać wrogiego stworzenia do zmiany celu, i wycelował lufą w cel, nieco spod dołu. Złapał broń pewniejszym chwytem i... wystrzelił. Oczywiście całą sekwencję wykonał tak, aby szanse na jakikolwiek postrzał, nawet odłamkiem, czysto niebowca były najmniejsze. Po co robić sobie wrogów? Na takie rzeczy jeszcze za wcześnie. Pociskiem wystrzelonym i załadowanym pierwszym był oczywiście kulowy.
Kieł - 2014-03-11, 21:09

Plan Chaosa wydawał się dosyć dobry. Leżący się trochę krzątał, ale słysząc krzyki na chwilę odsunął dłonie. Dwoje stalkerów którzy próbowali mu pomóc też się trochę odsunęli i żaden z nich nie był na linii strzału. I poszła pierwsza kula. Gdy dym znad lufy zniknął a wnętrzności robaka i dymek krwi zniknął, co trwało chwilę, Dymitry i reszta oddziału mogli ocenić, co się stało. Prawda, sprzątnęło robala, ale też połowę nosa stalkera ze spasem. Leżący cały się trząsł i nie rozumiał jeszcze, co się stało, jednak po chwili podszedł do niego strzelec z Wintorezem.
- Spokojnie, będzie dobrze. - I wyciągnął apteczkę, by wszelkimi specyficznymi środkami jakoś "naprawić" uszczerbek na zdrowiu swojego kompana.

Chaos - 2014-03-12, 11:21

Aristow wstał powoli na równe nogi, ponownie otworzył strzelbę i wyrzucił łuskę po naboju kulowym, na jego miejsce wcisnął jeszcze jeden nabój śrutowy. Czuł się trochę głupio, że biedak stracił nos, ale po cichu liczył, iż to pasikonik go zjadł, a nie on odstrzelił. Odszedł trochę od grupy, w stronę krzaków z których wyskoczyło to monstrum, ale wejść tam i rozejrzeć się nie odważył, więc wrócił do biedaka który miał teraz tylko pół nosa. - No to wszystko jasne - zaczął - skoro to stworzenie jest takie agresywne, to pomyślcie co zdołałaby zrobić grupa powiedzmy sześciu sztuk. - zatrzymał się na kilka sekund aby wziąć wdech - Powinniśmy założyć, że jest ich sporo, naprawdę sporo. Decyzję pozostawiam Tobie szefuńciu, ja mogę walczyć lub się wycofać. Obojętnie, choć wolałbym nie musieć zestrzeliwać tego komuś z twarzy drugi raz... - I czekał co powie dowódca.
Kieł - 2014-03-15, 14:40

- Wy wrócicie do bazy i o wszystkim opowiecie. - Rozkazał swoim podwładnym dowódca. - Tylko pożycz Spasa myśliwemu. Jemu się teraz bardziej się przyda. - I wzrok kapitana z jego podwładnych przeszedł na Dymitra. - A ty za to pożyczysz swoją strzelbę rannemu. My idziemy dalej, bo trzeba coś z tym zrobić. - No i ranny i strzelec z Wintorezem poszli w stronę bazy Czystego Nieba, za to dowodzący oddziałem skierował swoje kroki w przeciwną stronę.
Chaos - 2014-03-15, 19:32

No i Aristow poszedł oczywiście za swoim chwilowym szefem. Spodziewał się takiego rozwoju sytuacji, rannego nie mogli odesłać samego, więc musieli podzielić się na dwójki. Do tego sprawa z robalami nie mogła pozostać bez rozwiązania, w końcu wiedzieli za mało, więc odpuścić nie mogli. No cóż, mogło być gorzej, teraz przynajmniej ma do dyspozycji większą siłę ognia, choć broni nie ufał. Nie była jego, nie wiedział kiedy była czyszczona, jakie naboje są do niej załadowane, jak ją rozładować. Same problemy i pytania, ale teraz najważniejsza była siła ognia. W sumie po cichu liczył na to, że w strzelbie załadowane są pociski śrutowe, choć kto wie co los mógł mu zgotować. Broń miał odbezpieczoną, szedł trzy kroki za dowódcą, jak zwykle gdy wchodził w dzicz wsłuchiwał się w otoczenie. Szukał czegoś co wybiję go z rytmu tego świata, tak samo jak ostatnio. Czasem to działało, a czasem nie, ale dzisiaj kiedy dwójka myśliwych wyrusza stawać na drodze nieznanemu, to musi działać.
Kieł - 2014-03-19, 20:06

Aristow wręcz instynktownie zrozumiał swoją nową broń. Doświadczenie w obsłudze strzelb na coś się przydały i wiedział jak załadować, rozładować, celować i strzelać. Jakby magia, ale to były po prostu umiejętności. Broń była w dosyć dobrym stanie, prawdopodobnie nie używana, tylko raz rzucona o ziemię. Jednak rodzaju pocisków nie sposób było sprawdzić bez rozładowywania. Stalkerzy ruszyli, dowódca był cicho a i sama droga była cicho. Dotarli przed mały most z jednej wysepki na drugiej, od razu wprowadzał w krzaki co było dosyć niebezpieczne.
- Idź pierwszy. Ja będę osłaniał. - Powiedział czystoniebowiec.

Chaos - 2014-03-22, 11:45

A super, to teraz ja robię za murzyna, nie ma to jak Zona. - pomyślał w głowie, ale nie widział potrzeby dzielenia się tymi słowami ze swoim chwilowym dowódcą. Co jak co, ale podzielić z nim mógł się co najwyżej nabojem, prosto w klatę. No cóż, skoro i tak ktoś musi tam iść... Stalker podniósł spasa nieco wyżej, obejrzał go i rozpoczął rozładowywanie, jednak zatrzymał się przy drugim naboju, jeżeli te dwa były śrutowe to włożył je z powrotem, jeżeli nie, to wyładował wszystkie i załadował śrutowe. Po czym ruszył wolnym krokiem z uniesioną strzelbą w stronę krzaków. Mówią jeszcze po drodze do chwilowego dowódcy. - Masz tu zostać, ani kroku. - Mówił cicho, ale wystarczająco aby ten go usłyszał. Co jak co, ale tamtego kolesia potwór mógł usłyszeć, a nie zauważyć, co jak co ale nie należał on do najcichszych ludzi. A więc wolnym i giętkim chodem podszedł przez most do krzaków, lufą strzelby odsłonił część gałęzi i rozejrzał się. Jeżeli krzaki były zbyt geste aby odsłonięcie gałęzi wystarczyło, to wszedł tam.
Kieł - 2014-03-23, 20:30

- Wiem co mam robić. - Tyle odpowiedział dowódca, nie rozumiejący do końca niechęci myśliwego wobec jego osoby. Ale cóż, każdy był taki, jaki był.
Strzelba była załadowana pociskami śrutowymi, więc Chaos nie musiał wyjmować własnych pocisków. Można było też wnioskować to, że była załadowana w pełni. Stalker też zdołał po prostu odsłonić krzaki, jednak nic ciekawego za nimi nie było. Ot, zwykła, dalsza ścieżka prowadząca przez bagna.

Chaos - 2014-03-23, 21:21

Mruknął coś niezrozumiale pod nosem i przywołał dowódcę gestem ręki, potem wyjaśnił mu. - Może wiesz, może nie, ale nie wyglądasz na takiego co potrafi cicho chodzić. - No i to w sumie wystarczyło, może i nie lubił tego kolesia, ale mógł nie zaczynać tej znajomości w sposób dla Aristowa pogardliwy. W końcu człek ten jest bardziej typem samotnika i choć jest miły dla ludzi, to tylko wtedy gdy są oni mili dla niego. A więc naturalnym już było, że będzie odnosił się do tego czysto niebowca z nie chęcią, ale zadanie wykona, bo w końcu się go podjął. A gdy się coś zaczyna, to należy skończyć. Tak czy inaczej przepuścił szefuńcia przodem i ruszył za nim, no chyba, że miał jakieś specjalne rozkazy.
Kieł - 2014-03-27, 22:36

No i jakoś to się ułożyło tak, że ciągle było spokojnie. Dowódca "oddziału" ruszył przodem i było całkiem dobrze. Kolejna część drogi minęła całkiem spokojnie, dopóki nie pojawiło się coś dziwnego obok nich. Za krzakami było słychać jakieś krzyki i coś na styl charczenia dzika czy innego mutanta, ale było to dziwne. Jakby różne dźwięki mało różniły się od siebie. Dla wprawionego ucha myśliwego też ten dźwięk był jakiś dziwny. Może to coś było chore, albo to jakiś nowy mutant? Dowódca pokazał ręką Dymitrowi, żeby podszedł do krzaków zza których to dochodziło. On sam został trochę z tyłu, stojąc równo i celując w tamto miejsce.
Chaos - 2014-04-04, 21:26

No i znowu. Chyba koleś nie lubi nadstawiać karku, phi. - pomyślał stalker kiedy ten machał łapą. No ale co mu pozostało? Musiał się ruszyć, więc to zrobił. Znowu złapał mocno strzelbę, prawie, że wręcz ją obejmując. I ruszył celując przed siebie, tak na wszelki wypadek. Oczywiście szedł cicho, no cóż przynajmniej na tyle na ile pozwalała obecny tu grunt. Powtórzył jeszcze raz niedawno wykonywaną sekwencje i odsłonił gałęzie krzaków lufą odbezpieczonej strzelby. Gdyby coś zauważył, to po prostu by strzelał tyle ile by potrzeba.
Kieł - 2014-04-04, 22:23

No i co Chaos zobaczył? Grupę stalkerów przy ognisku i radio z megafonem! Te pajace widocznie coś musiały kręcić i wprowadzać stalkerów w błąd. Jednak Dymitry musiał to wszystko przemyśleć. Nie było pewne, jakie są ich intencje i kim na prawdę są. Było ich przynajmniej pięciu, ale nie wiadomo czy jacyś jeszcze się gdzieś nie pochowali, albo nie odeszli z tego miejsca i nie są w cale tak daleko od niego. Jakimś cudem nie zauważyli Chaosa, ale przywódca z Czystego Nieba, który niczego nie widział, spytał szeptem.
- Co to jest?

Chaos - 2014-04-04, 22:38

No i nie wiedział co odpowiedzieć. Spróbował nieco bardziej przyjrzeć się kombinezonom stalkerów, zawsze to jakieś odniesienie, a do szefa powiedział.
- Piknik.
Tylko tyle przyszło mu do głowy. Nie ma co, odpowiednią porę sobie wybrali na ognisko. Gdzieś tutaj latają wściekłe pasikoniki, a ci pieczą kiełbaski. Choć w sumie, równie dobrze mogli nic nie piec, w końcu raz dwa mogą zostać zjedzeni. No cóż, w każdym razie czekać na decyzję szefuńca nie miał zamiaru i wyszedł na przywitanie stalkerom wieszając przedtem strzelbę na ramieniu i podnosząc ręce do góry. Oczywiście gdyby stalkerzy mieli czarne kombinezony lub cokolwiek by wskazywało na ich czarny charakter, to po prostu skuliłby się jak małe dziecko i nie wychylał. Tak czy inaczej powiedział, wychodząc samemu.
- Hej przyjaciele. Nie denerwujcie się, nie ma sensu się tu strzelać. Potrzebuję tylko informacji jeśli łaska. - no i czekał kilka sekund czy aby ci czegoś nie powiedzą po czym kontynuował. - Widzieliście może gdzieś... wściekłe, zmutowane pasikoniki? - Chyba prościej się tego czegoś opisać nie dało.

Kieł - 2014-04-06, 22:23

No i grupka stalkerów nie wyglądała na jakichś ciemnych typów. Choć czy mądre było to, że bandyta ubierał się na czarno by go już z daleka zwykli, porządni mieszkańcy Zony mogli go wypatrzeć i zacząć do niego strzelać? Raczej to było wątpliwe. Jednak ci typkowie nie wyglądali na jakichś zdziwionych, czy zaniepokojonych. Jeden z nich dosyć szybkim ruchem wyłączył radio, zza krzaka niedaleko Chaosa wyszedł jeden, z nożem w ręku, a i jeszcze jeden od ogniska wstał i odezwał się do Dymitra.
- Niedawno gniazdo takich spaliliśmy. Coś dziwnego, glut jakiś. Ale jakoś tam siedziały. Może kilka uciekło, ale i tak ich niewiele było. Okropne paskudy, zabiły tych kilku tutaj. - I przywódca grupy wskazał na stosik trzech ciał, leżących trochę z dala od centrum "obozowiska. - Ale już więcej nie powinny przeszkadzać. Przysiądziecie się do nas? - Spytał, zauważając wychodzącego przywódcę oddziału z Czystego Nieba. Tamten wyglądał na trochę zaniepokojonego, jednak podszedł, i sam się odezwał.
- Chwila odpoczynku nam nie przeszkodzi. Zostaniemy tutaj chwilę, zanim będziemy kontynuować patrol

Chaos - 2014-04-12, 22:53

W sumie był nieco zmęczony, ale nie sądził, że zwlekanie się opłaci. Musieli zakończyć patrol i postarać się zlikwidować zagrożenie na tyle ile było to możliwe nim zacznie zmierzchać. Był też niezadowolony, że szefuńcio postanowił samemu wyjść za krzewów. Dymitr planował raczej po uzyskaniu informacji ruszyć dalej w drogę, a w wypadku gdyby to byli bandyci liczył na małą pomoc od czysto niebowca. - Nie sądzę, by był to najlepszy pomysł - powiedział dzieląc się swoimi myślami. - Musimy zakończyć patrol przed zmierzchem, a potrwa on długo o ile chcemy się czegoś więcej dowiedzieć oprócz wyglądu tego czegoś i szybkości. - Ale postanowił decyzję pozostawić jednak szefuńciowi, samemu po prostu nie ruszając się stamtąd gdzie stał. W ogóle Ci stalkerzy zareagowali dziwnie spokojnie na nagłe wyskoczenie stalkera za krzewów, nawet broni nie podnieśli, to dawało do myślenia. W końcu przecież skoro spotkali się już wcześniej z tymi potworami, to raczej powinni od razu chwycić za broń gdy usłyszeli nieostrożnie wychodzącego Dymitra, a oni pozostali spokojni i opanowani, choć Myśliwy podniósłby strzelbę i na najmniejszą oznakę pasikonictwa wystrzelił.
Kieł - 2014-04-13, 17:23

No i z ust kapitana z Czystego Nieba powędrowały mądrości.
- Szybciej skończymy patrol, gdy będziemy mieli sprawne nogi, ale tak, nie będziemy długo odpoczywać. No ale czy warto nie skorzystać z takiej propozycji? - No i pan w niebieskim podszedł do ogniska i usiadł na kłodzie obok niego. Dymitry ze strony krzaków na które patrzył nie doznał aktu agresji. Były one jakby martwe, jak większość roślinności w Zonie. Szare, nieruchome i bardzo skromnie ozdobione zbrązowiałymi listkami. Już sam ich widok dla kogoś, kto by pierwszy raz był w zonie, mógł by okazać się smutny. No i dopiero po chwili Chaos usłyszał dosyć głośny szelest. Jako że był czujny, zdołał się obrócić w lewo i zobaczyć, co to. Był to stalker, już szósty przy ognisku, z nożem w ręku i ciałem innego wędrującego po zonie pod pachą. Rosły osobnik, bo nie wyglądało na to, by miał problemy w noszeniu ciała. No i stało się coś jeszcze. Dwóch stojących przy ognisku wstało i złapało kapitana z Czystego Nieba. Jeden go podniósł, a drugi przystawił nóż do gardła, po czym krzyknął w stronę Dymitra.
- Połóż broń na ziemi, to nic się wam nie stanie.

Chaos - 2014-04-13, 18:18

Mruknął jakieś tylko sobie znane przekleństwo pod nosem. Nie ma to jak być, krótko mówiąc... w dupie. W głowie układał już kilka planów działań, jakby tu można było wydostać z tej sytuacji. Szczerze mówiąc, to nie obchodził go los tego półgłówka który uważał się za szefa. - Koledzy, kimkolwiek jesteście - mówił usiłując usunąć z głosu pogardę i chęć po prostu zarżnięcia ich jak świnie. - Słuchajcie no, jasnym jest dla mnie, że nie spotkaliście istot których szukamy i nie znacie wagi zagrożenia które one powodują, głównie dla was gwoli ścisłości - starał się mówić grzecznie i zwięzle nie tracąc czasu, ale broń wciąż miał zaciśniętą w rękach, nie miał zamiaru pozbawić się czegoś co mogło w odpowiednim momencie stać się główną kartą przetargową. - Jestem myśliwym i najemnikiem. Człowiekiem którego raczej nie chcę mieć się za wroga - gdy już skończył układać sobie pola zaczął właściwą grę, czyli blef, ale wiarygodny, a przynajmniej tak można było wynieść z jego spokojnego głosu. - Jesteśmy podzieleni na cztery drużyny, w każdej jest jeden doświadczony myśliwy i człowiek robiący za wsparcie. Do tego wszystkie wiadomości są wysyłane bezpośrednio do bazy w Czystym Niebie. Naprawdę chcecie mieć przejebane za zlikwidowanie jednego z członków ich szczeblu dowodzenia? Co prawda jest średnio ważny - co zresztą widać po jego inteligencji - nie obchodzi mnie jego los, ale tych którzy słuchają już tak - zatrzymał się na chwilę. - A więc jak? Gramy w grę czy pasujecie? - Sporo i długo gadał, to też może w pewnym miejscu mogli przerwać mu wypowiedz, ale na taką ewentualność przyszykowywał kolejny plan po cichu w koncie swego umysłu.
Kieł - 2014-04-21, 13:47

Trzymający kapitana z czystego nieba lekko się zawahał, co było widać po tym, że przesunął się parę centymetrów w tył. Widocznie dopiero co sobie uświadomił, że dowództwo organizacji z której stalker pochodził mogło to wszystko słyszeć. Znowu powiedział dosyć głośno.
- Bardzo wrogich istot tutaj nie ma. Dopilnowaliśmy, by nam nie przeszkadzały. - Widocznie chciał coś uściślić. Niektórzy ludzie mieli to do siebie, że lubili opowiadać swoje plany, albo coś związane z nimi, przed ich wykonaniem. Głupota, ale jednak bywały gorsze jej przykłady. - I odłóż broń. I tak nas nie znajdą, zmienimy miejsce, a to, czy będziemy mieli spalić dwa ciała więcej nie robi nam różnicy. - Widocznie mimo chwilowego wahania był dosyć pewny siebie. Dodatkowo, ten największy, który wyszedł z nożem za krzaków, rzucił niesione ciało na ziemie i zrobił kilka kroków w stronę Dymitra.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group